O trasie

Danuta Przystasz - fragment wspomnień HARCERKI I HARCERZE, KTÓRZY ZAPISALI SIĘ W MOIM SERCU

Harcerka Marysia Stokówna była oddana harcerstwu i ogrodnictwu. Ukończyła prywatną szkołę średnią w Sanoku (8-letnie gimnazjum) 2-3 lata przed wybuchem II wojny światowej. Lubiła prace ogrodnicze i kwiatowe. Miała pięknie poprowadzony warzywnik, sad, kwietniki. Nadto kilku hektarowe gospodarstwo rolne z ładnym koniem o imieniu "Zosia". Ojciec jej emerytowany pułkownik WP lubił pracę na roli i gdy skończyła się I wojna światowa, a właściciel ziemski p. Okołowicz parcelował swój majątek, pan Stok kupił działkę kilkuhektarową, na której postawił dom i założył gospodarstwo rolne, którym zajmowała się żona i córka Marysia Stokówna (druga córka, starsza Anna - zwana Anulą po zdaniu matury wyszła za mąż za porucznika Florkowskiegoz 2 psp.).

Marysia Stokówna całą energię i swoje siły włożyła - gdy wybuchła wojna - w pracę organizacyjną mającą na celu udzielanie pomocy tym oficerom którzy podjęli trud przedostania się na Węgry, by później wstąpić do Wojska Polskiego. Ówczesne władze podziemia liczyły się z tym, że punkt prowadzony przez Marysię będzie w stanie raz w miesiąc przygotować kilkuosobową "drużynę" do przejścia przez granicę. Praca ta była bardzo wyczerpująca i niełatwa, wymagająca też sporych funduszy. Nie orientuję się w jaki sposób załatwiała te sprawy Marysia, wiem tylko, że i mnie powierzyła w zimie 1942 r. przeprowadzenie grupy mężczyzn z Sanoka do Leska. Oczywiście piechotą, bo w owe lata wojenne nie kursowały autobusy, a linii kolejowej nie było i do dzisiaj nie ma. Mróz był straszny. Szczęśliwie doszliśmy do mety - do mieszkania przyjaciół mojej mamy - P.P. Wolfów.

Marysia Stokówna mogła sobie pozwolić na organizowanie chociaż kilkudniowego zatrzymania się grup oficerów w domu swoich rodziców, gdyż ten dom i całe gospodarstwo było bardzo oddalone od miasta Sanoka (prawie pod Górą Trepczańską), w dzielnicy ongiś słabo zamieszkałej.

O jeszcze jednym "akcie" działalności moim i Marysi Stokówny wspomnę, a mianowicie o pomocy s.s. Służebniczkom na Starej Wsi w ukryciu jednej z sióstr pracującej na Śląsku przed Gestapo. Były bowiem jakieś "namiary" dotyczące jej aresztowania i chodziło o zawiadomienie o tej sprawie siostry przełożonej. Był chyba miesiąc luty 1942 r. Marysia Stokówna do Starej Wsi jechać nie mogła, więc poprosiła mnie bym pojechała (nie było linii kolejowej Sanok - Stara Wieś - przez Brzozów); dała mi swoją "ukochaną Zosię" (konia), sanki i kazała jechać, a sprawę przedstawić Matce Przełożonej w Starej Wsi ( poczta nie wchodziła w rachubę). Jechała ze mną siostra Stanisława Stadnik - przełożona ochronki w Sanoku i Dziunio - chłopiec 12-14 letni, który był z dziećmi w ochronce. Znowu mróz i zamieć śnieżna. Przez kilkanaście kilometrów prowadziłam konia za uzdę, by nie zjechał z drogi. Szczęśliwie dojechaliśmy. Sprawa została "nadana" i szczęśliwie zakończona.

W 1942 Gestapo bez przerwy prowadziło aresztowania, rewizje itp. Niestety nie udało się Marysi Stokównie wyjechać z Sanoka, a zaprosiła ją p. Maria Hoszowska, by przyjechała do miejscowości, w której jej mąż prowadził wydobywanie ropy naftowej. Gestapo aresztowało Marysię i wywiozło do Oświęcimia, z którego już nie wróciła.


(rękopis w posiadaniu K.Chowaniec)

Z dziejów łączności ZWZ - AK z polskim rządem na uchodźstwie
Artykuł - Danuta Przystasz
Artykuł o egzekucji na górze Gruszce

Design by Piotr Siuta