O trasie

Z dziejów łączności ZWZ - AK z polskim rządem na uchodźstwie.

"Okres trzech, czterech pierwszych miesięcy jesiennych i zimowych 1939/40 r. to intensywny ruch na południowej granicy okupowanej Polski _. Patrząc z lotu ptaka żartobliwie można by powiedzieć, że południowa granica przypominała ulicę Marszałkowską w Warszawie w godzinach szczytu" - tak powiedział znawca tematu, niestety już nieżyjący, Andrzej Przewoźnik na konferencji w Klubie im. gen. Stefana Roweckiego "Grota", poświęconej dziejom Wydziału Łączności Zagranicznej KG AK. Odpowiadając na ostatni rozkaz Naczelnego Wodza , marszałka Edwarda Rydza - Śmigłego z 17 września 1939 roku, polecający wojsku udawać się na Węgry i Rumunię, a także spiesząc na wezwanie gen. Władysława Sikorskiego, odbudowującego polską armię, tysiące polskich patriotów różnymi drogami próbowało opuścić kraj, zajęty przez dwóch okupantów. Większość kierowała się na południe, w tym także w rejon pogranicza Beskidu Niskiego i Bieszczadów, gdzie od okolic Łupkowa do granicy z ZSRR można było bezpośrednio przejść na teren Węgier . Dojeżdżali głównie pociągami do stacji w Zarszynie, Nowosielcach , Sanoku czy Zagórzu i stamtąd kierowali się ku granicy. Miejscowa ludność z niezwykłą ofiarnością i narażeniem życia udzielała pomocy idącym do polskiego wojska, a potem także kurierom i emisariuszom Komendy Głównej ZWZ-AK.

Szczególnym poświęceniem wykazali się leśnicy i gajowi, nauczyci ele, księża, kolejarze, właściciele ziemscy, a nawet prości chłopi, często dzielący się z przybyłymi przysłowiową ostatnią kromką chleba. Idącym do polskiego wojska nie tylko zapewniano schronienie i wyżywienie, ale także doprowadzano ich do granicy, omijając wsie ukraińskie. Ku południowej granicy zdążali ludzie, którzy za wszelką cenę chcieli przedostać się na Zachód. Najczęściej nie byli przygotowani do długiej wędrówki po górskim terenie i nie znali ciężkich warunków panujących na trasie; liczyli na własny spryt i pomoc miejscowej ludności. Wśród polskiej ludności pogranicza łatwiej by wymienić tych, którzy nie angażowali się w udzielanie pomocy, niż tych, którzy pomagali. Niestety, spontaniczna fala uchodźców w Bieszczadach i Beskidzie Niskim napotykała, oprócz Niemców i surowej przyrody, jeszcze jedną przeszkodę - Ukraińców, którzy uwierzyli, że za wierną służbę Hitler podaruje im wolną Ukrainę. Jak wspomina jeden z przewodników, Michał Kuzio z Czaszyna, Niemcy w październiku - listopadzie 1939 roku jeszcze tak nie pilnowali granicy, natomiast najtrudniej było ominąć grupy ukraińskich nacjonalistów, którzy zwoływali się okrzykami "Lachy idut na Madziary", np. w grudniu 1939 r. koło wsi Rabe taka grupa, uzbrojona w siekiery i widły, zaatakowała prowadzonych przez niego tzw. "turystów Sikorskiego". Szczęśliwie udało się im wycofać i bezpiecznie dotrzeć do leśniczówki. Pan Michał pamięta też szczególnych uchodźców - przez Czaszyn, a potem stokami Chryszczatej przeszli na Węgry przedstawiciele Ministerstwa Finansów, niosąc ze sobą ogromne walizy z rządowymi pieczęciami. Było to jeszcze w październiku 1939 roku; "dwóch eleganckich panów" z małżonkami zostało przeprowadzonych przez miejscowych przewodników do granicy z Węgrami. Potrzebowali nie tylko przewodników, ale także silnych mężczyzn do niesienia licznych bagaży. Przekroczyli granicę z Węgrami w rejonie Balnicy. Kim byli opuszczający okupowany kraj i jakie były ich dalsze losy? Niestety, nie wiemy. Tworząca się konspiracja niepodległościowa już w październiku podjęła działania w celu uporządkowania tego spontanicznego ruchu. Utworzona w Krakowie Organizacja Orła Białego (potem włączona do ZWZ) wyznaczyła za pośrednictwem komendantów rejonów Nowego Targu, Nowego Sącza i Sanoka ludzi, którzy mieli zając się w terenie organizacją tras przerzutowych. Na rejon sanocki wyznaczony został kpt. Mieczysław Wełutowicz, ps. "Topór" z miejscem postoju w Baligrodzie. Tworząc trasy opierano się na ludziach przygotowanych do działalności dywersyjnej jeszcze przed wybuchem wojny i patriotycznej, miejscowej ludności.

Po pierwszym, dość spontanicznym okresie przerzutów na Węgry, kierownictwo ZWZ, najczęściej wykorzystując już sprawdzonych ludzi, uporządkowało łączność z polskim rządem na uchodźstwie. Należy zaznaczyć, że swoich wysłanników miały też inne organizacje, szczególnie przed połączeniem się w ramach Armii Krajowej, no i sporo ludzi zajmowało się zwyczajnym przemytem. Zresztą w swoich relacjach kurierzy ZWZ-AK często podkreślali, że pakowali do plecaków towary "luksusowe" (kawa, papierosy, czekolady), bo za przemyt trafiało się do Oświęcimia, a za służbę kurierską, po ciężkim śledztwie, czekał wyrok śmierci. Jesienią 1939 roku w sztabie ZWZ wyodrębniono Oddział V, który miał się zajmować techniką dowodzenia wojskiem w konspiracji, łącznością i służbą wewnętrzną. W skład działu łączności, kierowanego od maja 1940 r, do upadku Powstania Warszawskiego przez Janinę Karasiównę "Bronkę" wchodziła komórka łączności zagranicznej, również kierowana przez cały czas funkcjonowania przez kobietę - Emilię Malessę, posługująca się pseudonimami "Marcysia", "Maniuta", "Miłosza" (o tej niezwykle dzielnej kobiecie Teatr Telewizji w 2007 roku wystawił spektakl "Słowo honoru"). Łączność zagraniczna, podzielona została na dwa odcinki: Odcinek Południe i Odcinek Północno-Zachodni. Odcinek Południe, którego kierownictwo powierzono Adamowi Smulikowskiemu "Rafałowi" podzielono zaś na 4 pododcinki: " w rejonie Nowego Targu, pododcinek o kryptonimie "Teresa", kierownik - Maria Pajerska, ps. "Marynka", "Hanka"; " w rejonie Nowego Sącza pododcinek o kryptonimie "Sabina" kierowany przez Stefana Rysia, ps. "Wyga"; " w rejonie Jasła, pododcinek "Kazimiera", kierowany przez Władysława Tołłoczko, ps. "Wujek"; " w rejonie Sanoka, pododcinek o kryptonimie "Bronisława", którego dowództwo powierzono Aleksandrowi Rybickiemu, ps. "Jacek", który został służbowo przeniesiony z podinspektoratu krośnieńskiego do Komórki Łączności z Zagranicą KG ZWZ. Aleksander Rybicki, jeden z najdzielniejszych żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego, w 1944 awansowany do stopnia kapitana i odznaczony na wniosek naczelnego Wodza PSZ Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari V klasy - nr 14358, powszechnie znany jako twórca Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, zajmował się z ramienia Komendy Obwodu sprawami przerzutów i dzięki jego energicznej działalności na całej trasie biegnącej od Sanoka, stokami Chryszczatej do Balnicy powstały liczne, dobrze działające punkty odbioru poczty, kwatery i meliny. Trasa ta otrzymała kryptonim "Las". Organizacja trasy kurierskiej i całego jej zaplecza w ramach pododcinka "Bronisława" wymagała świetnej znajomości terenu i ludzi oraz dużego talentu organizatorskiego i odwagi. Tworząc regularną trasę kurierską "Jacek" przejął istniejące już w terenie punkty kontaktowe: " Baligród - punkt kierowany przez kpt. Mieczysława Wełutowicza, ps. "Topór".


Autor : Krystyna Chowaniec

1 2 3 4
Artykuł - Danuta Przystasz
Artykuł o egzekucji na górze Gruszce

Design by Piotr Siuta