O trasie

Z dziejów łączności ZWZ - AK z polskim rządem na uchodźstwie.

Początkowo granicę przekraczano w wielu miejscach, z czasem wykształciło się kilka tras, które obsługiwali doświadczeni przewodnicy: " trasa Józefa Reca, prowadząca z Sanoka, przez Poraż, Mokre, Wysoczany do Habury; " trasa ks. Stanisława Buczka, ps. Marek z Sanoka , przez Niebieszczany, Poraż, Kalnicę, Baligród, Cisnę i Żubracze, " trasa Jana Jankowskiego i Grzegorza Fesio, prowadząca z Czaszyna, stokiem Chryszczatej do Balnicy; " trasa z Bukowska w kierunku Chryszczatej (przewodnicy to m.in. Wincenty Sokół, Michał Piłat).

Za swoją patriotyczną postawę wielu zapłaciło najwyższą cenę; w nocy 5/6 lipca 1940 na górze Gruszka, podczas masowej egzekucji rozstrzelano 112 schwytanych na granicy uchodźców i ich przewodników (w tym roku przypada 75. rocznica tej zbrodni). Wielu zostało zakatowanych podczas przesłuchań, tak jak spoczywający na sanockim cmentarzu Ludwik Sokołowski, inżynier z Częstochowy, którego tragiczny koniec widziała Maria Hrycaj z Sanoka, sama aresztowana za udzielanie pomocy "węgiernikom". Pani Maria Hrycaj - Żebracka (żona płk. Zygmunta Żyłki -Żebrackiego, kawalera Złotego Krzyża Orderu Wojennego Virtuti Militari IV kl.) opowiedziała mi, jednocześnie powierzając dalszą opiekę nad mogiłą, następującą historię: w kwietniu 1940 r. gestapo aresztowało ją i jej ojca, ponieważ Niemcy podejrzewali ich, i słusznie, o udzielanie pomocy idącym do polskiego wojska ochotnikom. Kiedy przyprowadzono ich na przesłuchanie zobaczyli leżącego na podłodze skatowanego mężczyznę. Widok musiał być przerażający, bo nawet po wielu latach pani Maria opowiadając o tym zdarzeniu miała łzy w oczach. Podczas tej chwili, kiedy patrzyła bezradnie na cierpiącego człowieka, nawiązała się między nimi niezwykła więź. Skatowany człowiek został odwieziony do szpitala, gdzie, mimo starań lekarzy, zmarł. Siostry zakonne pochowały go na cmentarzu, nie oznaczając mogiły. Pani Maria po wyjściu z aresztu poszukiwała nieznajomego w szpitalu, tutaj dowiedziała się, jak się nazywał, skąd pochodził i gdzie został pochowany.

Siostry opowiedziały też, że ostatnie słowa, które powiedział przed śmiercią brzmiały - "jestem szczęśliwy, że umieram na rękach polskiej zakonnicy". Po zakończeniu wojny pani Maria udała się do dyrektora SANOWAG-u i poprosiła o wykonanie nagrobka i tablicy. Nie odmówił. Nagrobek i krzyż z tablicą wykonano bardzo solidnie, bo do dzisiaj się zachowały w dobrym stanie. Ofiarę życia złożyła też młoda sanoczanka, Marysia Stok. Córka Franciszka Stoka i Marii z domu Prochaska urodziła się w 1916 roku, w 1934 roku ukończyła Gimnazjum Żeńskie im. Emilii Plater w Sanoku i zajmowała się gospodarstwem.

W czasie okupacji łączniczka ZWZ-AK. O działalności Marii Stok, tak napisała Danuta Przystasz, dama Srebrnego Krzyża Orderu Virtuti Militari V klasy, uczestniczka Powstania Warszawskiego, siostra zamordowanego w Katyniu por. Zbigniewa Przystasza: Harcerka Marysia Stokówna (podkreślenie autorki wspomnień - K.Ch) była oddana harcerstwu i ogrodnictwu. Ukończyła prywatną szkołę średnią w Sanoku (8-letnie gimnazjum) 2-3 lata przed wybuchem II wojny światowej. Lubiła prace ogrodnicze i kwiatowe. Miała pięknie poprowadzony warzywnik, sad, kwietniki. Nadto kilkuhektarowe gospodarstwo rolne z ładnym koniem o imieniu "Zosia". Ojciec jej, emerytowany pułkownik WP, lubił pracę na roli i gdy skończyła się I wojna światowa, a właściciel ziemski p. Okołowicz parcelował swój majątek, pan Stok kupił działkę kilkuhektarową, na której postawił dom i założył gospodarstwo rolne, którym zajmowała się żona i córka Marysia Stokówna (druga córka, starsza Anna - zwana Anulą po zdaniu matury wyszła za mąż za porucznika Florkowskiego z 2 psp). Marysia Stokówna całą energię i swoje siły włożyła - gdy wybuchła wojna - w pracę organizacyjną mającą na celu udzielanie pomocy tym oficerom którzy podjęli trud przedostania się na Węgry, by później wstąpić do Wojska Polskiego.

Ówczesne władze podziemia liczyły się z tym, że punkt prowadzony przez Marysię będzie w stanie raz w miesiącu przygotować kilkuosobową "drużynę" do przejścia przez granicę. Praca ta była bardzo wyczerpująca i niełatwa, wymagająca też sporych funduszy. Nie orientuję się w jaki sposób załatwiała te sprawy Marysia, wiem tylko, że i mnie powierzyła w zimie 1942 r. przeprowadzenie grupy mężczyzn z Sanoka do Leska. Oczywiście piechotą, bo w owe lata wojenne nie kursowały autobusy, a linii kolejowej nie było i do dzisiaj nie ma. Mróz był straszny. Szczęśliwie doszliśmy do mety - do mieszkania przyjaciół mojej mamy - P.P. Wolfów. Marysia Stokówna mogła sobie pozwolić na organizowanie chociaż kilkudniowego zatrzymania się grup oficerów w domu swoich rodziców, gdyż ten dom i całe gospodarstwo było bardzo oddalone od miasta Sanoka (prawie pod Górą Trepczańską), w dzielnicy ongiś słabo zamieszkałej. ... W 1942 Gestapo bez przerwy prowadziło aresztowania, rewizje itp. Niestety nie udało się Marysi Stokównie wyjechać z Sanoka, chociaż zaprosiła ją p. Maria Hoszowska, by przyjechała do miejscowości, w której jej mąż prowadził wydobywanie ropy naftowej. Gestapo aresztowało Marysię i wywiozło do Oświęcimia, z którego już nie wróciła." W Oświęcimiu zginął też Michał Piłat z Bukowska, a w obozie w Dachau - ks. Władysław Wójcik z Zagórza i ks. Jan Siuzdak z Wołkowyi. Organizator trasy z Caszyna, Jan Jankowski, schwytany podczas obławy w poniedziałek wielkanocny 1940 roku, rozstrzelany został w Warzycach koło Jasła.


Autor : Krystyna Chowaniec

1 2 3 4
Artykuł - Danuta Przystasz
Artykuł o egzekucji na górze Gruszce

Design by Piotr Siuta