O trasie

Z dziejów łączności ZWZ - AK z polskim rządem na uchodźstwie.

Pododcinek "Bronisława" miał rozmieszczoną w terenie gęstą sieć kwater, gdzie na zmęczonych długim marszem i niebezpieczeństwami czekał odpoczynek i posiłek. W samym Sanoku kwatery takie znajdowały się u Heleny Kameckiej, Bronisławy Cieślikowej, Kazimiery Rybickiej (żony Aleksandra Rybickiego, zginęła w Oświęcimiu) i Zofii Skołozdro, która po latach powiedziała: ... należałam do ZWZ, a później AK i dom mój był ważnym punktem kontaktowym na trasach kurierów przebywających szlaki z kraju na Węgry i dalej ... często drżałam z niepokoju, nie tylko o siebie i moich bliskich, których bezpośrednio narażałam, ale i te młode, ufające mi dziewczyny, które z trudem dostawały się do mojego mieszkania, by się przespać, odpocząć. Ważną rolę odrywali tzw. łącznicy terenowi - Roman Wolański ps. "Romek", Kazimierz Andrunik ps. "Rybak", Bronisław Duniewicz ps. "Bereska". Do Miejsca Piastowego i Krakowa pocztę zawoziły najczęściej kurierki Helena Borkowska i Wisia Radwańska z Jaćmierza. Organizator trasy tak wspominał: ... Trasa "Las" była czynna dwa razy na miesiąc (1 raz dla poczty kurierskiej, 1 raz dla sztafetowej) - przerzuty odbywały się w ściśle określonych dniach. Z pocztą sztafetową przeważnie chodził Stefan Grzyb (potem walczył w Powstaniu Warszawskim, zmarł w 1999 r. spoczywa na sanockim cmentarzu - K.Ch). ... W okresie od sierpnia do grudnia 1940 r. przeniesiono trasą "Las" kilkakrotnie większe sumy dolarów (raz pamiętam była to od razu suma 60.000 dolarów_ - zdaje się, ze przyniósł ja "Stefan" do "Doliwy", która z kolei dostarczyła je do punktu "T" w Sanoku. Oprócz poczty, pieniędzy, walut przechodziły trasą "Las" z Węgier przesyłki z bronią (visy) i zapalniki do min, które dostarczano potem do Krakowa. Te przesyłki broni i zapalników przechodziły w latach 1940-1942 wiele razy. Zazwyczaj przenoszono je z Żubraczego do Kalnicy (do "Drzazgi"), stamtąd do hr. Ksawerego Krasickiego do Poraża. Stamtąd ludzie z Oddziału odbierali i przenosili do mnie do Jaćmierza. A ja do Krakowa do sztabu, albo sam, albo przez kurierki z Dolnej Posady Jaćmierskiej - Wisię Radwańską i Helenę Borkowską. Broń w Krakowie dostarczałem do Hoffmanowej, ul. Niebocka 16. Trasą "Las" chodzili kurierzy: Zofia Wilk, Stefan Grzyb, Kazimierz Sołtysik (obaj pochodzili z Sanoka), Helena Żurowska, Ewa Korczyńska.

Podjęli się tej niebezpiecznej służby także inni sanoczanie - Zbigniew Dańczyszyn i Antoni Szczudlik, ale zostali aresztowani i trafili do Oświęcimiu. Antoni Szczudlik nie przeżył obozu. Aleksander Rybicki w swoich wspomnieniach wiele miejsca poświęcił niezwykłej odwadze i pomysłowości kurierki Zofii Wilk "Zosi": ... Kurierka "Zosia" w samym miesiącu maju 1940 roku była u mnie z dwa lub trzy razy z przesyłkami pieniężnymi. Muszę tu zaznaczyć jej wielką wytrzymałość fizyczną, niesłychane opanowanie i zimną krew w chwilach niebezpieczeństwa. Wiem, że kiedy niosła pieniądze z Budapesztu, ostrzelana przez straż graniczną, błąkała się po lasach i dopiero 5-tej nocy trafiła do "Doliwy" do Żubraczego i natychmiast przez Baligród przyjechała do mnie do Sanoka. A kiedy już gestapo poszukiwało ją w Sanoku przefarbowała włosy na blond wodą utlenioną, przebrała się w inną suknię i pieszo poszła do Baligrodu. Pododcinek "Bronisława" miał również sekcję legalizacyjną, która prowadził Arnold Andrunik, pracownik sanockiego magistratu, wywiad więzienny (Bronisław Nowak ps. Brzoza) oraz obserwatorów.

Oprócz trasy "Las" Rybicki zorganizował też przerzuty na teren okupacji sowieckiej (tutaj działali Mandzelowski i Kaliniecki z Mrzygłodu), współpracował z Janem Łożańskim, kurierem na trasie z Budapesztu do Rymanowa (np. zorganizował transport rannego telegrafisty Jana Sokołowskiego do szpitala, z kwatery u Franciszki Różowicz w Posadzie Górnej). Podjął próbę utworzenia drugiej trasy na Węgry. Nosiła ona kryptonim "Kamień" i prowadziła przez Jaśliska (punkt kontaktowy u nauczycielki Marii Cecuła), Medzilaborce do Michałowiec, przy granicy słowacko-węgierskiej. Okazała się jednak bardzo niebezpieczną i w zasadzie nie była wykorzystywana. Każda z wymienionych powyżej postaci zasługuje na oddzielny artykuł, chociaż o zasługach wielu nawet najbliżsi nie wiedzą.

Przekonałam się o tym, kiedy w 1988 roku, na polecenie legendarnej Elżbiety Zawackiej "Zo", przekazywałam legitymacje odznaczeń przyznanych przez polskie władze w Londynie. Dla mnie jednak najbardziej fascynującą postacią jest Jadwiga z Gedroyciów Kociatkiewicz (spotyka się także inną pisownię tego nazwiska - Giedroyć; przyjęłam formę widniejąca na nagrobku księcia Władysława Gedroycia w Żubraczem). Za Heleną Latkowską - Rudzińską "Łączność zagraniczna Komendy Głównej Armii Krajowej 1939-1944" , KUL, 1985 podaję: ... W jej domu na polecenie władz ZWZ miał powstać punkt pośredni dla kurierów. Obowiązkiem tego punktu była szeroko pojęta opieka nad kurierami: noclegi, wyżywienie, czuwanie nad bezpieczeństwem ludzi przebywających w domu, dostarczanie informacji o aktualnej sytuacji w strefie przygranicznej itp. Kurierzy pozostawali niejednokrotnie w jej domu przesyłki pieniężne, pocztę i materiały dywersyjne; wraz z najbliższą współpracownicą, Pauliną Filipiak, pomagała w dalszym transporcie przesyłek; w zimie 1942 r., w okresie trudnym dla trasy "Las", na polecenie władz dostarczyła do Budapesztu pocztę krajową i powróciła z pocztą Bazy trasa zakopiańską; odznaczona Krzyżem Walecznych. Jadwiga z Gedroyciów Kociatkiewicz naprzód pomagała idącym do polskiego wojska, a potem prowadziła najważniejszy na trasie "Las" punkt kontaktowy, zapewniała również kurierom schronienie i odpoczynek, a także często zawoziła końmi pocztę do Miejsca Piastowego (70 km!). Do patriotycznej działalności zaangażowała starszą siostrę Paulinę, a także swoich pracowników - Jana, Adolfa i Paulinę Filipiak.

Mąż Jadwigi, Marek Kociatkiewicz, (ur. 10 czerwca1903 r we Lwowie), którego Jadwiga Gedroyć poślubiła 27 grudnia 1927 roku, był przez jakiś czas wójtem Cisnej, potem podjął pracę we Lwowie. W 1939 roku przekroczył granicę i poszedł do polskiego wojska. Walczył na terenie Francji w 2 Dywizji Strzelców Pieszych, internowany w Szwajcarii, wrócił do Kraju w 1947 roku. Państwo Kociatkiewiczowie z synem Andrzejem i córką Renatą zamieszkali po wojnie w Koszalinie. Ich dwór w Żubraczem został rozebrany (nie spalony przez WOP, jak podają niektóre przewodniki). Miałam zaszczyt poznać Jadwigę Kociatkiewicz i jej męża podczas I Zjazdu Kurierów i Emisariuszy KG ZWZ - AK, w Krakowie, w 1988 roku. Podczas tego zjazdu kurier Kazimierz Sołtysik relacjonując swoje przeżycia dziękował Pani Jadwidze. Powiedział też o Niej w udzielonym wywiadzie: "...Granicę węgiersko-polską przekraczaliśmy na wschód od Strybu, krótko po północy, objuczeni niczym wielbłądy. W plecakach - "poczta". Każdy z nas niósł po 20 - 30 kilogramów sprasowanych nowych polskich banknotów. Parciane szelki zwinęły się w rurki. Wżerały się w ramiona. Zmęczenie i napięcie. Nie mieliśmy ze sobą ani broni, ani dokumentów. Gdyby nas przy przekraczaniu granicy zastrzelono, nikt by nas nie odnalazł. A niemieckie patrole chodziły tuż przy granicy i w pasie niższym, wzdłuż drogi polnej wiodącej z Solinki do Roztoki. Ale wreszcie i punkt docelowy - Żubracze. Wpierw schowaliśmy w chaszczach plecaki i pilnie bacząc oraz nasłuchując podeszliśmy do zabudowań punktu przerzutowego. Wymiana haseł. Powrót po plecaki i zasłużony odpoczynek w gościnnym domu księcia Władysława Giedroycia. ... Duszą konspiracyjnej roboty była jego córka, pani Jadwiga Kociatkiewicz."


Autor : Krystyna Chowaniec

1 2 3 4
Artykuł - Danuta Przystasz
Artykuł o egzekucji na górze Gruszce

Design by Piotr Siuta